W czasie, gdy wojna odbierała ludziom poczucie bezpieczeństwa, rodziły się uczucia silniejsze niż strach. Dziś, po wielu latach, światło dzienne ujrzały niezwykłe listy miłosne pisane przez kapitana Stanisława Betleja do ukochanej żony Eleonory. To poruszające świadectwo miłości, tęsknoty i nadziei – zapisane na papierze słowa młodego żołnierza, który wśród niepewności kolejnych dni znajdował czas, by pisać do najważniejszej osoby w swoim życiu.
Historia tych listów jest równie ciekawa jak ich treść. Przed laty trafiły one do Anny Czernatowicz, za sprawą sąsiada, którego żona była bliską przyjaciółką Eleonory Betlej. Przez długie lata listy przechowywał ojciec Pani Anny, strzegąc ich jak rodzinnego skarbu. Dziś, w pięknym geście pamięci i odpowiedzialności za lokalną historię, Anna Czernatowicz postanowiła przekazać je na ręce Burmistrza Gminy Jedlicze Wojciecha Tomkiewicza.
Każdy list ma swój charakter. Jedne sporządzone są starannym, równym pismem, inne powstawały zapewne w pośpiechu, w krótkiej chwili wytchnienia, zapisane drżącą ręką. Wszystkie jednak łączy jedno: ogromne uczucie młodego mężczyzny do swojej kobiety i przejmująca tęsknota za wspólnym życiem, które tak naprawdę dopiero miało się rozpocząć.
Bądź o mnie spokojną, wszystko w mocy Boga. Tak będzie jak On chce. Po co mamy się dziś martwić. Dziś cieszmy się tym, co jest. Jestem Twoim, Ty moją, jest miesiąc miłości – maj. Wierzę, że nic mi się nie stanie. Nikomu nigdy nie wyrządziłem krzywdy. Bóg da mi doczekać chwili, kiedy słoneczko jasno zaświeci na naszem niebie, a wtedy będzie dobrze, będziesz moją na zawsze… Tylko moją najsłodszą Panią. Ty moja upragniona, umiłowana, księżniczko cudna. Rozpoczniemy nową kartę swego życia. Wierzę, że będzie ona piękna. Wierzę, że będzie usłana różami. Miłość ku Tobie będzie krzepić moje siły w walce z życiem – pisał kapitan do przyszłej żony.
Ich ślub odbył się we Wrocance 24 czerwca 1944 roku. Tego dnia 34-letni Stanisław Betlej poślubił swoją dziesięć lat młodszą ukochaną – Eleonorę Gruszkównę. W czasie, gdy świat pogrążony był w chaosie, oni tak bardzo zakochani i zdeterminowani postanowili wyznać sobie miłość.
[…] Co się we mnie dzieje, jak bardzo mi przykro, jak tęsknię za Tobą. Wszędzie Cię widzę, Ciebie mam utrwaloną w moim wzroku, bo kocham więcej niż życie. Ty moje złotko, mój aniołku najsłodszy. Ty moja najdroższa. Ty moja jedyna, na całym świecie mi pozostałaś, tylko Ty […] Bardzo tęskno, tak sobie miejsca nie mogę znaleźć, ani myśleć o czem innem, jak o Tobie. Jutro odchodzę 4 kilometry za Sokołów i nawet listu do Ciebie nie będzie można napisać, a co dalej? – tęsknił Stanisław do ukochanej Eleonory.
Niestety los nie pozwolił im długo cieszyć się wspólnym szczęściem. Niespełna rok po ślubie, 22 kwietnia 1945 roku, kapitan Betlej poległ bohaterską śmiercią podczas ataku na niemiecki bunkier nad rzeką Schwarzer Schöps pod Boxbergiem. Małżonkowie nie doczekali się potomstwa – po ich miłości pozostały wspomnienia i piękne słowa zapisane na kartkach papieru.
Moja najukochańsza Loniu, korzystam z okazji i przesyłam Ci ucałowania. Nie mogę dotrzymać słowa, bo idziemy dalej. Może stamtąd się z Tobą porozumiem i przyślę Ci coś. Całuję Cię. Staszek – zwrócił się w jednym z ostatnich, a być może w ostatnim liście do żony Stanisław Betlej w lutym 1945 roku.
Te listy są dziś czymś więcej niż historycznym dokumentem. Są świadectwem tego, że nawet w najciemniejszych czasach człowiek potrafi kochać z całą siłą serca. W kontekście Dnia Kobiet nabierają szczególnego znaczenia – są wyznaniem złożonym kobiecie, która była dla swojego męża nadzieją i sensem walki. To opowieść o miłości wiernej, czułej i odważnej, która przetrwała w słowach, choć jej bohaterowie nie mogli wspólnie przeżyć długich lat.
Dzięki decyzji Anny Czernatowicz ta niezwykła korespondencja stanie się częścią zbiorowej pamięci o kapitanie Betleju. Będzie przypominać kolejnym pokoleniom, że za każdą wojenną historią kryją się ludzkie uczucia – kruche, a jednocześnie niezłomne. A przede wszystkim, że miłość – nawet wystawiona na najcięższą próbę – potrafi pozostawić po sobie ślad silniejszy niż czas.










